Starzenie w świecie kultu młodości

Czas czytania: 4 min

Zastanawialiście się kiedyś, jakich kobiet widujemy w mediach najwięcej? Odpowiedź na to pytanie nie wymaga szczególnych analiz – w przeważającej większości są to kobiety młode i powszechnie uchodzące za urodziwe. Czy oznacza to, że kobiet, które nie wpisują się w ten standard, nie widać na ekranach? To zależy. Niektórych z nich – na przykład niepełnosprawnych lub transpłciowych – nie widujemy prawie nigdy. Te z kolei, które pod względem ilości czasu antenowego znajdują się gdzieś pośrodku – np. te, które kiedyś mogły uchodzić za młode i piękne, jednak ich określone przez kulturę „lata świetności” już minęły – zwykle mogą podjąć jedynie z góry narzucone role.

Spójrzmy na przykład na świat wykreowany w reklamach. Młode kobiety mogą reklamować niemal wszystko. Im jednak starsze aktorki zatrudniane są w reklamach, tym bardziej ograniczony jest wybór postaci, w które mogą się one wcielać. Kobiety w średnim wieku zostają więc zwykle matkami-opiekunkami, które błyskawicznie uzdrawiają zakatarzone dzieci i przeziębionego męża, gotują obiad z trzech dań w lśniącej czystością kuchni i uśmiechają się pobłażliwie na widok domowników bezradnych bez jej pomocy. Zniknął już dostępny młodszym koleżankom świat nieograniczonych możliwości, pozostał przede wszystkim ogrom obowiązków, którym trzeba podołać. Kobiety jeszcze starsze reklamują już niemal wyłącznie leki i suplementy diety. Nie ma zbyt dużo miejsca na ich pasje, zainteresowania czy seksualność, tak chętnie akcentowaną w reklamach z udziałem młodych aktorek. Im starsza kobieta, tym więcej swojej uwagi poświęca ratowaniu podupadającego ciała.

Istnieje również grupa produktów, która reklamowana jest obecnie przez kobiety w każdym wieku – chodzi o kosmetyki i zabiegi przeciwstarzeniowe. Na przestrzeni kilkunastu lat obserwujemy, jak do tego typu reklam zatrudniane są coraz młodsze aktorki. Przekaz, finansowany przez ogromne koncerny kosmetyczne, jest jasny: aby być widoczną, liczącą się, godną pożądania osobą należy wszelkimi dostępnymi sposobami próbować zachować przemijającą szybko młodość. Dużą popularność zdobywają zestawy ćwiczeń mięśni twarzy, które mają zapobiegać pojawianiu się zmarszczek oraz wygładzaniu tych już istniejących, coraz bardziej dostępne i powszechne są też zdobycze medycyny estetycznej. Photoshop króluje na zdjęciach w magazynach kobiecych, które jak na ironię coraz częściej starają się promować tzw. naturalne piękno i łagodniejsze traktowanie własnego ciała. Promocja ta ma jednak miejsce niemal wyłącznie w tekstach artykułów, a wydawców najwyraźniej nie razi dysonans między nawoływaniem do pokochania swoich zmarszczek w felietonach a wklejaniem próbek kremów przeciwzmarszczkowych kilka stron dalej.

Załóżmy jednak, że posłusznie stosujemy się do medialnych zaleceń: robimy lifting, wklepujemy bogate w kwas hialuronowy kremy, a do diety włączamy produkty bogate w antyoksydanty. Skoro społeczeństwo nie chce widzieć oznak starzenia, wydaje się, że powinno docenić to poświęcenie. O tym, jak wygląda rzeczywistość, przekonać się mogła na przykład Renee Zellweger. Zabiegi medycyny estetycznej dość znacznie zmieniły rysy jej twarzy, za co na aktorkę spadł prawdziwy grad krytyki. Wśród krytykujących pojawiały się głosy, że powinna „starzeć się z godnością”, zamiast kompromitować się nieudanymi operacjami plastycznymi. Tylko czym w takim razie jest „starzenie z godnością”? Przecież na każdym kroku starzenie się przedstawiane jest jako coś wstydliwego, coś, co należy ukrywać przed oczyma innych. Zadowalające rozwiązanie zwyczajnie nie istnieje.

Oczywiście, możliwe jest znalezienie kobiet, które według internetowych komentatorów „postarzały się z godnością”. Sztandarowymi przykładami są 73-letnia Helen Mirren oraz, na polskim gruncie, 83-letnia Helena Norowicz. Obie aktorki często chwalone są za dyskretną elegancję, dostosowaną do oczekiwań społecznych wobec seniorek. Szkoda jednak, że podziw dla ich stylu często przeistacza się w krytykę innych kobiet: skoro Mirren i Norowicz mogą tak wyglądać, innym kobietom w ich wieku – tym, które nie przypominają modnych babć z Instagrama – po prostu nie chce się o siebie zadbać.

Dlaczego tak bardzo boimy się starzenia? Dlaczego inwestujemy pieniądze w rzekomo cudowne kosmetyki, które nadejście starości mają maksymalnie opóźnić, a kiedy już przyjdzie, desperacko poszukujemy „godności”, tak jakby starość sama w sobie była czymś niegodnym? Dawniej starszyzna szanowana była za swą mądrość i doświadczenie, nie zaś sprowadzana do żalu za utraconą młodością. Czy historia zatoczy kiedyś koło i przestaniemy demonizować upływający czas?

Higiena intymna dla świadomych kobiet