Podwójne standardy - czy nadal nas dotyczą?

Czas czytania: 4 min

Istnienie podwójnych standardów często poddawane jest w wątpliwość. Kojarzą się one raczej z drugą połową dwudziestego wieku, kiedy oczekiwania względem kobiet i mężczyzn różniły się bardzo wyraźnie. Obecnie może wydawać się, że teoretycznie równy dostęp do edukacji czy możliwości pełnienia funkcji publicznych położył kres odmiennym oczekiwaniom związanym z płcią. Jeśli jednak przyjrzymy się funkcjonowaniu społeczeństwa, okaże się, że nadal jest ich całe mnóstwo.

Czym właściwie są podwójne standardy? Definicji jest wiele, wszystkie jednak sprowadzają się do stwierdzenia odmiennej oceny tych samych czynów w zależności od tego, reprezentant której grupy społecznej się ich dopuścił – nie musi to być koniecznie podział dotyczący płci, duża część podwójnych standardów dotyczy orientacji seksualnej, rasy i wielu innych czynników. Za każdym razem jednak ocena ta związana jest jedynie ze społecznym odbiorem danej sytuacji. Zachowania, które w oczach niektórych oceniających mogą być odebrane jako niewłaściwe, nie naruszają prawa ani nie stanowią zagrożenia. Dlaczego więc budzą tak duże emocje? Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się sytuacjom z życia codziennego, które przybliżą nam istnienie tego problemu.

Podwójnym standardom związanym z płcią podlegamy już jako dzieci. Na większości placów zabaw możemy zauważyć różnice w ocenie tego, co uznawane jest za dopuszczalne w dziecięcej zabawie. Głośna zabawa dziewcząt zwykle jest krytykowana przez dorosłych, podczas gdy hałasujący chłopcy traktowani są ulgowo – według płciowego stereotypu chłopcy „powinni” bawić się w wojnę i inne agresywne zabawy, dziewczynkom natomiast przypisane są bardziej spokojne zajęcia, takie jak zabawa w dom. Badania nad rozwojem jednoznacznie dowodzą jednak, że niezależnie od płci dzieci potrzebują nieskrępowanego ruchu, a także zabaw, w których będą mogły wyrażać niechciane zazwyczaj w procesie wychowywania emocje takie jak gniew oraz nauczyć się sobie z nimi radzić w konstruktywny sposób, co właśnie mogą umożliwić koleżeńskie bójki. Mimo to jednak wspinający się na drzewo chłopiec zostanie prawdopodobnie pochwalony za swoje umiejętności, dziewczynka zaś – poproszona o zejście na dół, często z zaznaczeniem, że powinna uważać na to, aby nie pobrudzić i nie porwać ubrań. O kłótni z koleżanką nie może być mowy.

Podwójne standardy nie omijają także rodziców – matki skarżą się, że zazwyczaj traktowane są bardziej surowo niż ojcowie. Odczuwają to w takich przypadkach jak np. przewijanie dziecka w miejscach publicznych – matkom zwraca się uwagę, że powinny z taką czynnością udać się w odosobnione miejsce, podczas gdy ojcowie chwaleni są za dzielne wypełnianie obowiązków rodzicielskich. Jeśli nie mamy jeszcze dzieci, możemy spodziewać się, że prędzej czy później będziemy o to zapytani. Możliwe jednak, że w zależności od naszej płci pytanie to będzie dotyczyło czego innego: część z nas zostanie zapytana, „czy” planujemy dzieci, natomiast druga część – „kiedy”.

Mogłoby wydawać się, że podwójne standardy ułatwiają życie mężczyznom, jednak tak naprawdę jest to miecz obosieczny. To, co nie podlega zwykle negatywnej ocenie u kobiet, może stać się dużym problemem u mężczyzn. Jeśli kobieta jest wystraszona, w efekcie czego krzyczy lub próbuje się schować, jest to uznane za „normalne”, jeśli jednak mężczyzna okaże strach w podobny sposób, uznany jest za tchórza. Za „niemęskie” uchodzą także reakcje takie jak załamanie emocjonalne po zakończeniu związku czy płacz w odpowiedzi na sytuacje stresowe. W efekcie tego mężczyźni, zamiast na bieżąco radzić sobie z trudnymi emocjami, zmuszeni są do ich ukrywania.

Tak wyglądają uogólnienia. Dobrym polem konkretnych przykładów jest świat sportu – we wrześniu 2018 środowisko tenisowe przeżywało konflikt Sereny Williams z sędzią Carlosem Ramosem podczas finału turnieju US Open. Williams, która została ukarana przez sędziego za agresywne zachowanie podczas meczu, oskarżyła Ramosa o seksistowską postawę, gdyż zachowania takie jak gniewne łamanie rakiet zdarzają się również mężczyznom, oni zaś nie są karani tak surowo jak ona. Prawdą jest oczywiście, że zawodnicy i zawodniczki powinni być traktowani tak samo niezależnie od płci, czy jednak sytuacja, w której czołowa tenisistka dopuszcza się zachowania nagannego z punktu widzenia oficjalnego regulaminu jest dobrym przyczynkiem do dyskusji? Na tym samym turnieju miała miejsce także inna kontrowersja. Przed rozpoczęciem gry Alize Cornet zorientowała się, że założyła koszulkę tył na przód, odwróciła się więc i szybko poprawiła swój strój. Cała poprawka trwała kilka sekund i w żaden sposób nie zakłóciła przebiegu gry. Francuzka została jednak ukarana za złamanie regulaminu, mimo że takie kroki nie zostały podjęte wobec Rogera Federera i Novaka Djokovica, którzy również zdejmowali koszulki w trakcie meczów (i, jak nietrudno się domyślić, nie mieli pod nimi sportowych biustonoszy, w przeciwieństwie do Cornet). Następnego dnia organizacja WTA zdecydowała się przeprosić zawodniczkę za zaistniałą sytuację, doprecyzowała także regulamin, aby podobne niejasności nie miały miejsca w przyszłości.

Nie trzeba jednak być gwiazdą sportu, aby przekonać się na własnej skórze o rażących nierównościach. W 2017 roku świat obiegła relacja amerykańskiego redaktora Martina R. Schneidera, który, zdziwiony nieuprzejmą odpowiedzią bezproblemowego dotąd klienta, odkrył, że przypadkowo wysłał do niego maila z sygnaturą swojej koleżanki z pracy, Nicole Hallberg. Hallberg nie była zaskoczona tonem odpowiedzi klienta, co skłoniło Schneidera do podjęcia eksperymentu, w ramach którego redaktorzy zamienili się adresami na dwa tygodnie. Efekt? Najlepsze dwa tygodnie pracy dla Hallberg i najgorsze dla Schneidera, mimo że nic nie zmieniło się w sposobie, w jaki wykonywali oni swoje obowiązki. Ci sami klienci, którzy kwestionowali propozycje Hallberg, zgadzali się na te same pomysły proponowane przez Schneidera, mimo że tak naprawdę korespondowali ciągle z tą samą osobą. Schneider w swojej relacji pisze, że „znalazł się w piekle” – profesjonalni i uprzejmi dotąd klienci zarzucali mu, że nie ma pojęcia, o czym mówi. Jeden z nich zapytał nawet, czy jest singielką. Redaktor był zszokowany sposobem, w jaki podpis wpłynął na jego pracę. Jego koleżanka – ani trochę.

Dlaczego mimo oczywistych postępów w zakresie równości ciągle jeszcze istnieją tak duże różnice w traktowaniu mężczyzn i kobiet? Oczywiście pierwszym i najważniejszym powodem jest to, że duże zmiany nie dokonują się natychmiast i całościowo. Zmiana regulacji prawnych nie pociąga od razu za sobą zmiany mentalności wszystkich członków społeczeństwa – czasem uprzedzenia znikają dopiero w kolejnym pokoleniu. Dlaczego tak bardzo opieramy się zmianom? Często wynika to ze strachu przed nieznanym – kolejne zmiany społeczne mogą budzić niepokój i niechęć, szczególnie jeśli w grę wchodzi utrata przywilejów przez grupy dotąd dominujące. Są one jednak nieuniknione i warto o nie walczyć, aby kolejne pokolenia mogły spoglądać na historie o mailach zamienionych w pracy z równym niedowierzaniem, z jakim my patrzymy na przedwojenne plakaty demonizujące uzyskanie przez kobiety praw wyborczych.

Tekst: Ewa Stanicka
Ilustracja: Jarek Danilenko

Higiena intymna dla świadomych kobiet