#MeToo i co dalej?

Czas czytania: 2 min

O tym, że jeden hashtag potrafi sporo namieszać, przekonaliśmy się już wiele razy. W tym wypadku sprawy przybrały jednak obrót, którego chyba nikt, począwszy od inicjatorki wydarzeń, nie był w stanie przewidzieć. Akcja #MeToo, zapoczątkowana przez aktorkę Alyssę Milano w związku z aferą wokół Harveya Weinsteina, okazała się nie kilkudniowym trendem, ale bezprecedensowym katharsis o długofalowych skutkach.

 

 

Wzmożona solidarność kobiet

Hashtag #MeToo pokazał porażającą skalę zjawiska, jakim jest molestowanie seksualne. Kobiety, które wyznały w mediach społecznościowych, że doświadczyły jakiejkolwiek jego formy, liczy się w milionach. Były wśród nich kobiety dojrzałe i młode dziewczyny. Te zamożne i niezamożne. Wykształcone i z wykształceniem podstawowym. Polki, Szwedki, Nigeryjki. Pokazało to, że problem może dotyczyć każdego z nas. Każdego, bo swoimi traumatycznymi przeżyciami podzielili się również mężczyźni. Świadomość tego, jak wielu z nas ucierpiało za sprawą cichego przyzwolenia na przemoc seksualną wywołała zbiorowy bunt, w wyniku którego odważyliśmy się mówić o molestowaniu seksualnym głośno i na światowym forum.

 

 

Ujawnianie sprawców

Od momentu rozpoczęcia akcji, praktycznie każdego dnia, pojawiają się kolejne informacje na temat osób, które dopuściły się różnego rodzaju napaści na tle seksualnym. Większość z nich została skazana na publiczny ostracyzm. Jeden ze znanych polskich serwisów informacyjnych opublikował nawet listę 21 wpływowych mężczyzn, którzy stracili pracę w wyniku #MeToo. Na tych znanych reżyserach, muzykach, dziennikarzach i sportowcach nie pozostawiono suchej nitki. Choć najgłośniejsze oskarżenia padają na najwyższym szczeblu, wycofanie się lub przymusowe usunięcie wymienionych mężczyzn z życia publicznego jest zadośćuczynieniem dla ofiar, ale też przestrogą dla tych, o których się nie mówi, a którzy mają na karku podobne zachowania lub byliby w stanie się ich dopuścić.

 

Skrucha mężczyzn…

Akcja #MeToo spotkała się z odzewem ze strony męskiej części użytkowników internetu. Powstał nawet hashtag-odpowiedź #ItWasMe. W ten sposób mężczyźni wyrażali swoje ubolewanie w związku z oświadczeniami kobiet, a także przyznawali się do niestosownych zachowań. Wielu z nich podkreślało, że nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo mogły być one krzywdzące. Czy takie słowa zwiastują poprawę sytuacji? Tego nie wiemy. Mamy jednak nadzieję, że pozostały odsetek mężczyzn weźmie je sobie do serca.

 

… i oburzenie mężczyzn

Nie wszyscy panowie znaleźli w sobie pokorę lub zwyczajną ludzką empatię. Pozwolimy sobie nie przytaczać ani nie komentować opinii z kategorii „Sama tego chciała, bo…”.  Wszystkie znamy je nazbyt dobrze, prawda? Ale to z kolei uświadamia nam, jak wiele wysiłku należy włożyć w uświadamianie – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – że istnieją granice, których nie należy przekraczać. Granice, które są ustalane indywidualnie.

 

Burzliwa dyskusja publiczna

Artykuły na temat #MeToo pojawiły się w wielu poczytnych magazynach i portalach internetowych. Nie bez znaczenia jest fakt, że głos zabrało tak wielu publicystów, artystów i celebrytów. W gruncie rzeczy przydatne okazały się również gwałtowne dysputy, podczas których nikt nie przebierał w środkach. Dzięki temu informacje o akcji dotarły do jeszcze szerszej grupy odbiorców i… nadal docierają. Wygląda na to, że był to zaledwie wstęp do dalszej dyskusji. 

Higiena intymna dla świadomych kobiet