Co autor miał na myśli?

Czas czytania: 3 min

Zawsze lubiłam język polski. W liceum nie przeszkadzało mi, że miałam ten przedmiot wielokrotnie w ciągu tygodnia. Siedzenie na polskim nie uwierało tak, jak siedzenie na przykład na fizyce. Byłam zaciekawiona, zaangażowana. Niestety jeden drobiazg był absolutnie nie do przełknięcia. Szczegół, który wabił treści żołądkowe wyżej i wyżej. Była to interpretacja wierszy wraz ze znienawidzonym pytaniem: "Co autor miał na myśli?".
Nigdy nie umiałam wstrzelić się w klucz pożądanych (czy raczej prawidłowych?) odpowiedzi. I - uwierzcie mi - będąc w klasie o profilu humanistycznym, słysząc to pytanie kilka razy w tygodniu, zostałam zaprogramowana, by zadawać je sobie automatycznie za każdym razem, gdy nie rozumiem jakiegoś dzieła, czyjegoś zamysłu.

Do czego zmierzam? Do reklam. Konkretnie - do dopasowywania ich treści do reklamowanego produktu. Do dobierania aktorów czy modeli tak, aby byli atrakcyjni dla odbiorców. Niejednokrotnie prowadzi to do absurdów.

Mam teraz przed oczami skup złomu, który znajdował się tuż obok uczelni, na której studiowałam. Wykłady z wyjątkowo nieciekawego przedmiotu zazwyczaj odbywały się w jednej z sal na parterze owej uczelni. Osoba niezainteresowana zajęciami miała do wyboru: patrzeć na przynudzającego prowadzącego lub za okno - na baner reklamowy owego skupu złomu...

Reklama przedstawiała długonogą blondynkę topless, która na wysokości klatki piersiowej trzymała jakiś grat. Kobieta była wysmarowana smarem (a raczej czarną farbą) w losowo wybranych miejscach. Takie miałam wrażenie, bo były to równe, perfekcyjne wręcz maźnięcia na brzuchu, policzku i ramieniu.

Co autor miał na myśli?

Czy naiwny odbiorca/klient (w założeniu najwyraźniej tylko mężczyzna) ma uwierzyć, że obsłuży go właśnie taka niewiasta? A może noszenie złomu jest metaforą życia i ta pani na plakacie jest po prostu zaradną, silną kobietą?

Inny przykład. Błyszcząca podłoga. Na niej kobieta bez majtek, leżąca na plecach (z tym że widać ją tylko od pasa w dół). Widać jej pupę, udo oraz czerwone stringi zamotane przy kostkach. No jak dla mnie - reklamowy hardcore. I znów: co autor miał na myśli?! Podłoga (bo to o nią chodziło!) jest super, bo nie przykleja się do tyłka kiedy się na niej leży nago? A może połysk podłogi jest tak nieskazitelny, że bez lusterka możemy upewnić się, że tam "na południu" wszystko w porządku? Hmm, to by nawet zakrawało o działania prozdrowotne - rezygnacja ze stringów i obserwacja własnego ciała!

Poszukując odpowiedzi na pytania w mojej głowie, poprosiłam o opinię kilku mężczyzn z mojego otoczenia. Chciałam wiedzieć co oni sami sądzą o umieszczaniu kobiet w absurdalnych, często wulgarnych reklamach. Otóż większość stwierdziła, że popatrzeć zawsze miło ("HEHEHE"), ALE (hurra, na szczęście jest jakieś ale!) firmy, które sięgają po takie środki, nie są traktowane poważnie. Bo czy ktoś, kto ma do zaoferowania dobry produkt, musi go upychać między czyjeś pośladki?

Nie ukrywam, bardzo ucieszyła mnie taka odpowiedź. Gdy autor ma tylko jedno na myśli, to i grono odbiorców dosyć wąskie. Właśnie to powinnam była powiedzieć mojej polonistce!

Tekst: Paulina Pomaska
Ilustracja: Jarek Danilenko

Higiena intymna dla świadomych kobiet