Kwiatki, serduszka, ptaszki i inne esy floresy #mensTRUEacja

Kwiatki, serduszka, ptaszki i inne esy floresy #mensTRUEacja

fot. Voska Studio

W reklamach białe figi i niebieski żel, a na opakowaniach kwiatki, serduszka, ptaszki i niezliczona ilość innych esów floresów. No i róż. Dużo różu. Producenci środków higieny kobiecej robią wszystko, aby ukryć prawdziwe przeznaczenie swoich produktów.

 

Rozumiemy, że estetyka oparta na tego typu kliszach ma szansę sprawdzić się w przypadku pierwszej miesiączki, gdy wszystko to, co z nią związane, może młodziutką kobietę niepokoić. Ale starsza kobieta, która miesiączkuje od kilku bądź kilkunastu lat, nie potrzebuje tego typu „udogodnień”. Nie rozumiemy więc, z myślą o kim projektuje się te opakowania. I co ma się za nimi kryć? Dlaczego uciekamy od tego, czym jest tampon, ukrywając go za zbędnymi ozdobnikami? Szczerze zdumiewa nas fakt, że producenci nie dążą do stworzenia eleganckich i ponadczasowych projektów opakowań. Wzór może tu stanowić choćby klasyczny pojemniczek kremu NIVEA – prosty, ale rozpoznawalne na całym świecie.

 

Język wizualny artykułów higienicznych dla kobiet, który ma się nijak do rzeczywistych zastosowań, umacnia miejsce miesiączki na liście tematów tabu. Sprawia ponadto, że temat ten ulega nieprzerwanej infantylizacji, co jest pod wieloma względami krzywdzące. Przede wszystkim sugeruje się, że okres jest czymś niepoważnym i, o ironio, niedojrzałym. Ponadto opakowania, które mamy na myśli, udają coś, czym nie są tak ostentacyjnie, że wprawiają kupującą bądź kupującego w konsternację. Ich producenci osiągnęli tym samym odwrotny efekt do zamierzonego – ich projekty nie są kobiece, tylko zwyczajnie dziecinne. Wśród płatków do demakijażu i pasty do zębów wyglądają one wręcz kuriozalnie, a przecież każdy z wymienionych produktów jest środkiem sanitarnym o równie praktycznym zastosowaniu!

 

Jak łatwo się domyślić, omawiany problem narodził się dawno, dawno temu. Pierwsza amerykańska marka, zajmująca się produkcją środków higienicznych dla dam, zdecydowała się na stworzenie w sklepach samoobsługowych, dedykowanych stanowisk. Wszystko po to, by kobiety nie musiały wstydzić się w chwili zakupu. Inna marka, istniejąca już w czasie II wojny światowej, dostarczała swoje produkty drogą pocztową. Paczki owijało się dla niepoznaki szarym papierem. Jakakolwiek forma przyznania się do tego, że ma się okres, przez długie lata była wybitnie nie na miejscu.

fot. Voska Studio

Dzisiaj przychodzi nam z pomocą nowoczesny design, u założeń którego leżą prostota i czystość. Jak nigdy wcześniej stara się on łączyć to, co funkcjonalne z tym, co piękne. Oszczędna, a zarazem bardziej kobieca estetyka ma szansę sprawić, że opakowania tamponów i wkładek przestaną być kojarzone z infantylizmem i jarmarcznym przepychem. Co więcej, drażliwy z nieznanych nam powodów temat, jakim jest miesiączkowanie, pojawia się w dyskursie publicznym coraz częściej. A to za sprawą książek w stylu „Tak, mam okres, a co?” autorstwa Clary Henry, a to przez ciekawe inicjatywy takie jak ośmiobitowa gra o nazwie Tampon Run, a w końcu dzięki społecznym, oddolnym akcjom. Jedna z takich akcji miała miejsce w łódzkim sklepie, a dokładnie w jego dziale higienicznym. Podpaski, niczym testery kosmetyków, zostały przyklejone do odpowiadających sobie opakowań. Nie wiemy, kto za tym stoi, ani o co tak naprawdę chodziło, ale cieszymy się, że informacje o tym skromnym wydarzeniu poszły w świat.

Jesteśmy marką, która oferuje swoim konsumentkom produkty dostarczane w kobiecych, subtelnych pudełkach pozbawionych zbędnych ozdobników. Przecież najważniejsze jest to, co się w nich znajduje! Nasze tampony składają się w 100% z bawełny organicznej i właśnie dlatego projekt opakowania nawiązuje do prostoty i naturalności. Ale nie tylko. W ten sposób podkreślamy również, że okres to zwyczajna sprawa i nie trzeba jej ukrywać za warstwą krzykliwych barw i przerysowanych kształtów. 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów